URODZINY
Przez pierwszy tydzień najbardziej przeżywałem rozstanie z żoną i córką. W tym czasie one nie wiedziały gdzie jestem, ja nie wiedziałem co u nich bo nie rozmawialiśmy ani nie kontaktowaliśmy się już trzeci tydzień. Pamiętam jak stałem na balkonie a dołem jechało mnóstwo samochodów – długi weekend, piękna pogoda – czas wycieczek. A ja zamknięty jak dziecko w domu, bo ci co się mną opiekują nie wierzą jeszcze, że nic sobie nie zrobię jak zostanę sam.
To były silne przeżycia – przede wszystkim nie wiedziałem jak nawiązać kontakt z żoną. Nie chciałem dzwonić do niej bo nie miałem siły ani ochoty na tłumaczenie się – wszystkie obietnice i zarzekania się potraktowała by jak wszystkie poprzednie deklaracje.Poza tym celowo nie wziąłem telefonu więc nawet nie mogłem liczyć, że ona do mnie zadzwoni. Chciałem żeby zobaczyła, że coś robię. Z drugiej strony nikt oprócz mojej mamy nie wiedział, że wyjechałem leczyć alkoholizm. Jedyną furtką, którą sobie zostawiłem była umowa z mamą, że jeżeli żona do niej zadzwoni to może powiedzieć gdzie jestem.
Właściwie to wszystko było zgodne z planem – z założenia wyjechałem nie mówiąc nikomu gdzie jadę na zasadzie „co ma być to będzie”. Chyba liczyłem na CUD. I chyba się spełnił. Mając poczucie odpowiedzialności za dom i mieszkanie żona zadzwoniła do znajomej, czy wszystko w porządku (tzn. czy nie ma zbyt wielkich zniszczeń), od niej dowiedziała się, że wyjechałem. Zadzwoniła do mojej mamy i dowiedziała się gdzie. Dokładnie w poniedziałek po długim weekendzie zadzwoniłem korzystając z telefonu kolegi po wcześniejszej informacji, że mogę zadzwonić. Pamiętam, że mówiłem długo, bezładnie